Aonishiki dokonał tego ponownie. Po dwóch kolejnych triumfach w turniejach o Puchar Cesarza młody Ukrainiec stoi u progu awansu do najwyższej rangi w sumo. Jeśli w marcu sięgnie po trzeci tytuł z rzędu, zostanie 76. yokozuną w historii tego sportu.
Tempo jego kariery jest zawrotne. Zaledwie dwa i pół roku po debiucie w zawodowym sumo, jeszcze rok temu poza najwyższą dywizją, dziś Aonishiki należy do absolutnej czołówki. Wątpliwości dotyczące jego warunków fizycznych całkowicie się rozwiały — 21-latek zdominował wielu najsilniejszych zawodników i potwierdził, że jego sukcesy nie są przypadkiem.
Cztery kolejne turnieje zakończone bilansem 11–4 pozwoliły mu awansować z maegashiry 15 do sekiwake, a następnie zdobyć dwa mistrzostwa z wynikiem 12–3. W podobny sposób dwa kolejne Puchary Cesarza, debiutując jako sekiwake i ōzeki, zdobył wcześniej tylko Futabayama w 1936 roku.
Choć porównania do największych są nieuniknione, warto zachować umiar. Aonishiki wciąż nie jest zawodnikiem kompletnym. Aby w pełni wykorzystać swój potencjał, musi znaleźć sposób na przełamanie dominacji yokozuny Onosato, który w ich dotychczasowych pojedynkach wyraźnie górował siłą już na starcie walki.
Oba tytuły Aonishikiego zostały zdobyte bilansem 12–3 — wynikiem, który w ostatnich latach często wystarczał do zwycięstwa, choć historycznie do mistrzostwa zazwyczaj potrzeba było co najmniej 13 wygranych. Mimo to niewiele wskazuje na to, by młody ōzeki nie był w stanie regularnie osiągać takich rezultatów w przyszłości.
Przemawia za nim nie tylko błyskawiczny rozwój, ale też zdolność do podnoszenia poziomu wraz z każdym nowym wyzwaniem. Najlepszym przykładem była decydująca walka barażowa, w której — mimo wcześniejszej porażki po nieudanym rzucie — Aonishiki zachował pewność siebie i sięgnął po tytuł, pokonując znacznie większego rywala.
Spokój, opanowanie i mentalna odporność sprawiają, że widać u niego „to coś”. Aonishiki nie jest jeszcze zawodnikiem kompletnym, lecz droga do tego miana wydaje się krótka.
W wieku 21 lat przyszłość nowej gwiazdy sumo zapowiada się nie tylko jasno, ale i długofalowo. Dla reszty stawki pozostaje tylko jedno ostrzeżenie: „Bójcie się. Bardzo się bójcie.”











